piątek, 8 lutego 2019

Od Maxa c.d. Peggy

Delikatnie rzecz mówiąc, dziewczyna mnie irytowała, przysięgam. Gdy pół godziny temu weszła na halę, nie żałowała uwag w moją stronę, jak ”skróć wodze, nie masz z nim w ogóle kontaktu”, czy ”musisz trochę popracować nad dosiadem”. Jeżeli się nie mylę, od takich uwag mam trenerkę. Krótko rzecz mówiąc, Peggy była niesamowicie denerwującą, lecz naprawdę uroczą dziewczyną. Już kojarzyłem ją z niskim wzrostem i piegowatą twarzą.
Skróciłem wodze i popędziłem Silvera do kłusa. Przed zakrętem usiadłem w siodle i przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg; równo na zakręcie kasztan zagalopował. Przegalopowałem z nim dwa koła, po czym naprowadziłem na pierwszą przeszkodę ustawionego toru przeszkód, jaką była metrowa stacjonata. Koń w odpowiednim momencie wyskoczył i podwinął tylne nogi pod siebie. Przeszkoda pozostała w całości. Resztą parkouru przejechaliśmy równie gładko. Koń miał ujeżdżenie i skoki we krwi, chciałem jeszcze zobaczyć, jak będzie zachowywał się na torze crossowym. Po przeskoczeniu ostatniej przeszkody przeszedłem do kłusa, a następnie do stępa i poklepałem wałacha po łopatce.
- Cieszę się, że zdecydowałem się tobą zaopiekować. - szepnąłem do niego. - Świetny jesteś, stary.
Uznałem, że dam mu dzisiaj spokój ze skokami w siodle. Miałem ochotę jeszcze trochę potrenować, a Silver nie wyglądał na zmęczonego. Dlatego też, gdy tylko upewniłem się, że nikt nie będzie chciał korzystać z lewej ”skokowej”, części hali, zsiadłem z konia i odpiąłem popręg, zdjąłem z jego grzbietu siodło i odłożyłem je na jedną z przeszkód. Jazda na oklep to coś, co zawsze lubiłem. Szybko wsiadłem (z ziemi!) na wałacha i zacząłem pracować z nim w trzech chodach, nie przejmując się jeżdżącą obok Peggy. Kłusowałem, stępowałem i galopowałem z nim, aż uznałem, że dobrym pomysłem będą skoki na oklep. Szybko zacząłem robić to, o czym pomyślałem.
- Widzę, że jednak pracujesz nad dosiadem, tak jak ci doradziłam? - usłyszałem żeński głos.
Westchnąłem cichutko.
- Nie to miałem na myśli, jeżdżę na oklep dla zwykłej przyjemności. Poza tym to chyba ty powinnaś popracować nad dosiadem – ledwo siedziałaś w siodle, podczas kłusa ćwiczebnego. - odparłem z chytrym uśmieszkiem na ustach.

Peggy?

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Rosalie do Maxa

Bardzo się stresowałam przyjazdem do Akademii. Mimo zapewnień Ricka że wszystko będzie dobrze, ręce trzęsły mi się na myśl przebywania w nowym, kompletnie mi nie znanym miejscu. 
- To był bardzo zły pomysł, zawróćmy. - szepnęłam cicho, chowając głowę w materiale czarnego golfa. Kierowca, a raczej mój brat bo to on zaoferował się że mnie zawiezie, posłał mi znudzone spojrzenie.
- Będzie dobrze, zaufaj mi. - uśmiechnął się lekko. Powtarzał mi to kolejny raz, lecz ja nadal czułam wewnętrzny niepokój.
- Ale jeśli ktoś mnie nie polubi!? Albo wyśmieje? - w mojej głowie pojawiały się coraz to gorsze scenariusze.
- Przesadzasz. Ciebie się nie da nie lubić. - zaśmiał się w odpowiedzi.
- Mówisz tak by mi nie było przykro. - wywróciłam oczami.
- Nie, mówię tak bo jestem twoim bratem i cię kocham. A skoro ja tak mówię, to tak jest. Naprawdę nie masz czym się martwić. - puścił mi oczko, na co lekko się uśmiechnęłam. Od zawsze wiedział jak poprawić mi humor, odrobinę sprawił że się uspokoiłam.
Sięgnęłam po kawę, którą kupiliśmy niedawno w Macu po czym wypiłam mały łyk. Wciąż była przyjemnie ciepła, jednak nie gorąca. Po jakiś trzech minutach minęliśmy bramę akademii i byliśmy już przy budynku.
- Gotowa? - uśmiechnął się Rick. Pokiwałam przecząco głową, zaciskając palce na plastikowym kubku. Zaśmiał się jedynie i oznajmił że zajmie się moją rejestracją i odprowadzi Fido do jej boksu, za to ja mogę się spokojnie rozejrzeć po czym wyszedł z auta. Westchnęłam głośno, założyłam kurtkę, narzuciłam szalik na szyję i wyszłam z samochodu. Sama akademia nie wyglądała jakoś strasznie, mogłabym wręcz stwierdzić że była prześliczna. Do tego wszechobecny śnieg, dodawał nie małego uroku. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, zaczęłam iść przed siebie z grubsza rejestrując otaczające mnie rzeczy. Minęłam róg jakiegoś budynku, gdy nagle z czymś, a raczej z kimś się zderzyłam. Nie przewidziałam upadku, dlatego wystarczył moment bym upadła na ziemię i rozlała kawę wprost na golf i szare jeansy.
- Super rozpoczęcie pierwszego dnia w akademii. - westchnęłam oceniając straty, jeansy nie wyglądały najgorzej, bluzka w sumie też jednak byłam okropnie wściekła. Wliczając w to jeszcze wyrzucone pieniądze w kawę i mnie całą w śniegu. Przeniosłam wzrok na sprawcę wypadku, okazał się nim niebrzydki, wysoki brunet, o brązowych oczach. Podniosłam się z ziemi, jednocześnie otrzepując się z śniegu. Nieznajomy przyglądał mi się w milczeniu, jakby z lekka się uśmiechając. Zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem.
- Miło by mi było gdybyś przeprosił. - zmusiłam się do krzywego uśmiechu.

Maxiu? xD

sobota, 26 stycznia 2019

Od Peggy cd. Max'a

Brunet westchnął i pokiwał głową. Od razu się ożywiłam. Wreszcie będę miała znajomych w szkole.
- Jestem Peggy Collins, a ty?
- Maximilian Cavendish - odparł, po czym wyprowadził Silvera z boksu i wyszedł z nim ze stajni.
Aha, czyli kompletnie go nie obchodzę, tak? Mógł chociaż chwilę postać i pogadać.
- Wzięłaś ze sobą jakiegoś konia? - spytał nagle tata.
Zdezorientowana przeczesałam włosy i uśmiechnęłam się do niego.
- Tak, jedną z klaczy mamy. - odparłam i podeszłam do boksu mojej Pyśki, która z zaciekawieniem przyglądała się przybyszom. - To ona, Grande Montagne.
Eric pogłaskał ją po szyi. Grande położyła uszy i cofnęła się.
- Nie lubi obcych, więc radzę uważać - wyjaśniłam. - Właściwie gdybyś przyszedł tu beze mnie, to mógłbyś być pozbawiony palca.
Roześmialiśmy się.
- Bedziemy już jechać - powiedział tata.
- Krótko byliście - poskarżyłam się.
- Jestem umówiony, a tata mnie musi zawieźć - odparł Eric.
- Uuu, a z kim? - spytałam, uśmiechając się do niego szyderczo.
- Później pogadamy przez telefon, ok?
- Jasne, jasne. No to... cześć!
- Nie odprowadzisz nas do auta?
Przygryzłam wargę. Właściwie to chciałam, ale postanowiłam jakoś się zapoznać z nowym chłopakiem.
- Mam coś do zrobienia.
- W takim razie, do zobaczenia! - powiedział tata.
Pomachałam im.
Grande trąciła mnie pyskiem w bok. Poklepałam ją po szyi.
- Później pojeździmy, prawda?
Parsknęła zadowolona i spuściła łeb. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam ze stajni.
Chłopak wcześniej mi uciekł, ale wiedziałam, że tym razem mu się to nie uda. Pod warunkiem, że go odnajdę.
Po paru minutach znalazłam go wchodzącego na halę.
- Co ty taki małomówny? - zapytałam, przyspieszając kroku, aby się z nim zrównać.
Spojrzał na mnie i prychnął. Najwidoczniej nadal nie miał zamiaru ze mną gadać.
Czy mnie to coś obchodziło? Oczywiście, że nie.
- Ja, małomówny? Skarbie, jakbym chciał, mógłbym gadać cały czas. Mam jednak wrażenie, że tego nie chcesz - zakończył.
Dopiero teraz, kiedy przyjrzałam się jego twarzy, zauważyłam, że jest starszy ode mnie, a może nawet od Erica.
- Nie znasz mnie, skąd więc możesz wiedzieć, czego chcę?
- Z własnych doświadczeń - warknął.
- A co, jeśli jestem inna?
Przewrócił oczami, a ja uśmiechnęłam się. Uwielbiałam dręczyć ludzi swoimi pytaniami.
- Posłuchaj - powiedział zdenerwowany. - Czy mogę mieć trochę spokoju? Chciałem pojeździć.
Uniosłam brew. Chwilę wpatrywałam się w bruneta, po czym odeszłam.
Nie chciałam mu przeszkadzać w jeździe, a poza tym miałam się zająć Grande.
- Cześć, mała - powiedziałam, podchodząc do niej. Miałam gdzieś jej wielkość, która nijak się miała z tym, co powiedziałam.
Chciałam sobie dzisiaj wyjechać w teren, ale deszcz ze śniegiem nie był najlepszy do tego typu wycieczek. Z tej mieszanki powstało błoto, na którym Grande mogłaby się nieźle wypieprzyć.
W związku z tym odpadała też jazda na odkrytej ujeżdżalni, byłam skazana na halę.
Okej, więc jednak będę miała okazję mu przeszkadzać.
Szybko wyczyściłam i osiodłałam klacz, a następnie zaprowadziłam ją na halę.
Max kłusował właśnie na Silverze.  Udawał, że mnie nie zauważył. Ja w tym czasie dociągnęłam popręg i wsiadłam na moją Księżniczkę.

Max? ÷)

niedziela, 20 stycznia 2019

Od Max'a cd. Peggy

Pierwsze trzy dni w akademii minęły mi wyjątkowo szybko i zgrabnie. Nie miałem do niej żadnych zastrzeżeń. Wymagający, lecz mili nauczyciele i opiekunka internatu dali mi trochę czasu na zadomowienie się, jednak nie było go dużo. Już w pierwszym tygodniu, zalała mnie fala egzaminów, które miały sprawdzić, na jakim poziomie jestem, tak samo było z jazdą konną. Na moje szczęście, przydzielono mnie do grupy zaawansowanej. Zaprzyjaźniłem się z koniem, którego wybrałem pod opiekę, jakim był Dreams of Silver. Dobrze się składa, upodobał sobie ujeżdżenie, tak samo, jak ja! Treningi grupowe, na nim, miały się zacząć dopiero w poniedziałek, do tego czasu miałem prywatne lekcje z Violet Thompson – kobieta chciała, bym na początku zobaczył, jak wyglądają treningi, w akademii.
Zdjąłem z wieszaka ogłowie Silvera, po czym położyłem je na siodło. Z całym ekwipunkiem wałacha, wyszedłem z siodlarni i ruszyłem długim korytarzem, w stronę jego boksu. Dzisiejszego dnia, miałem w planach pojechać z nim na ujeżdżalnię, by poćwiczyć skoki. Koń miał większość figur ujeżdżeniowych we krwi, więc chciałem doszlifować jego umiejętności w skakaniu przez drągi. A w końcu, skakałem na nim tylko raz i to podczas jazdy egzaminacyjnej!
Ułożyłem sprzęt, na przeznaczonym do tęgo wysięgniku i zacmokałem, chcąc zwrócić uwagę konia. Ten w net odwrócił łeb w moją stronę, po chwili obwąchując moją dłoń i trącając ją nosem. Czyżby szukał smakołyków?
- Rudy, też się cieszę, że cię widzę! - rzuciłem na przywitanie. - Ale coś dobrego dostaniesz później, Mon Amour, dobrze?
Dreams of Silver przechylił łeb w bok, jakby doskonale rozumiał, co się do niego mówi. Nie zwracając na to zbyt dużej uwagi, zdjąłem z haczyka, przymocowanego do drzwiczek boksu, zielony kantar i czarny uwiąz, po czym wszedłem do boksu konia. Bez zastanowienia założyłem mu kantar, podpiąłem kawałek linki i przywiązałem do krat boksu. Złapałem za szczotki i rozpocząłem jego czyszczenie, od usunięcia zaklejek z jego sierści, plastikowym zgrzebłem. Silver nie był zbyt brudny, więc szybko się z tym uwinąłem. Tak samo szybko poszło mi z wyczyszczeniem jego kończyn, usunięcia zbędnego kurzu z ciała i wyczyszczenia kopyt z kamyczków i brudu. Następnie wziąłem się za rozczesanie jego ogona i grzywy. Ze średniej długości grzywy Kasztana, zrobiłem urocze koreczki. Koń przez cały czas stał spokojnie, jakby wiedział, że mam ochotę jak najszybciej znaleźć się na hali. A może, on również chciał już poskakać?
- Siodłamy się? - spytałem się wałacha, gdy skończyłem go czyścić. - Tak? Dobra.
Korzystając z tego, że przywiązałem wierzchowca, na początku go osiodłałem. Na jego grzbiet nałożyłem granatowy czaprak, podkładkę-misia, a na koniec, wykonane z czarnej skóry, siodło. Z nałożeniem tych rzeczy nie było problemu, jednak ten pojawił się, gdy podpinałem popręg wierzchowcowi. Jak widać, niechcący go uszczypnąłem, co poprowadziło, do niezbyt przyjemnej wymiany spojrzeń i próby ugryzienia mnie w ramie. Z okiełznaniem go nie było problemu, Silver bez problemu przyjął wędzidło i dał zapiąć wszystkie paski. Przywiązałem go uwiązem do krat boksu i wyszedłem, by założyć kask i rękawiczki. W tym samym czasie, do stajni weszła jakaś dziewczyna i dwaj mężczyźni, pewnie ojciec i ktoś jeszcze. Niezbyt się nimi przejmowałem, zająłem się Dreams of Silver. Gdy założyłam rękawiczki i nakrycie głowy, odwróciłem się w jego stronę i pogłaskałem po łbie. Koń przymknął lekko oczy jakby zadowolony z pieszczot.
Stety, niestety, pieszczoty wierzchowca zakończyły się, gdy odezwał się do mnie osobnik, osobnik płci żeńskiej.
- O. Hej… Jesteś tu nowy?
Westchnąłem cicho i pokiwałem głową. Nie miałem zbyt dużej ochoty na rozmowę, tym bardziej z płcią przeciwną. Gdy nieznajoma przedstawiła się i spytała się mnie, jak mam na imię, ja wyjawiłem jej tę tajemnicę, pożegnałem się i pognałem czym prędzej, oczywiście, wraz z koniem, na halę. Czułem na sobie wzrok brunetki, która gdy już miałem wchodzić na halę, ni z tąd, ni z owąd, znalazła się obok mnie.
- Co ty taki małomówny? - spytała się.
Prychnąłem.
- Ja, małomówny? Skarbie, jakbym chciał, mógłbym gadać cały czas. Mam jednak wrażenie, że tego nie chcesz.

Peggy? c:

Rosalie i Fiducia!

A oto nasi kolejni członkowie - Rosalie Morgan wraz z jej klaczą Fiducią! 

         
Formularze:
(klik)
(klik)

~ Mokuś

Maximilian!

Powitajmy ciepło Maximiliana Cavendish'a! Maximilian postanowił zaopiekować się koniem Dreams of Silver.


Formularz: klik

~ Moka

sobota, 19 stycznia 2019

Od Peggy do Max'a

Przeciągnęłam się w łóżku. Dopiero po chwili dotarła do mnie informacja gdzieś z mózgu, że dzisiaj sobota. Dzień dla mnie, kiedy mam trochę więcej czasu wolnego, kiedy sama mogę sobie zaplanować treningi i kiedy nie muszę iść na te zanudzające lekcje z panem Smith. Byłam w ASP dopiero od tygodnia, a już zdążyłam go dobrze poznać.
Chwila, właśnie! Dzisiaj mam tygodnicę bytu w Akademii.
W pokoju było strasznie zimno. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na kaloryfer. Przypomniałam sobie, że przecież dokręcałam go dzień wcześniej. Okazało się jednak, że coś się spsuło.
Byłam więc skazana na spędzenie poranka, chodząc owinięta kocem.
Poczułam, jak mój organizm domaga się kawy. Przewróciłam oczami i poszłam do kuchni zrobić sobie moccachino - mój ulubiony napój. Wybrałam szeroki, jasnoróżowy kubek. Podgrzałam mleko, zrobiłam kawę z mojego małego ekspresu i wsypałam odrobinę czekolady w proszku. Na górę dałam sobie bitą śmietanę i posypałam to wszystko kakao.
Wyglądało to tak cudownie, że zanim zaczęłam koić swój język, to zrobiłam zdjęcie i wysłałam do mojego brata, Erica. Następnie rzuciłam się na gorący napój. Usiadłam z kubkiem na łóżku i zaczęłam przeglądać internet. Nagle przyszedł do mnie MMS. Jak się okazało, Eric pił sobie właśnie herbatę, w samochodzie, z termosu. Hmm... Pod względem tego, co się pije rano, zawsze się kłóciliśmy. Zastanawiało mnie tylko, gdzie on jedzie o siódmej rano.
Po chwili stwierdziłam, że muszę też coś zjeść. Po dziesięciu minutach łażenia po pokoju wreszcie zdecydowałam się na jogurt "7 zbóż". Nie najlepsze śniadanie, ale nie miałam innego pomysłu. Wzięłam plastikowy kubeczek i łyżeczkę i ponownie usiadłam na łóżku. Wszystko robiłam na tym meblu, było to moje królestwo. Po zjedzeniu tego "ogromnego śniadania" umyłam zęby, a potem ubrałam szare dżinsy i czarny sweter. Odrzuciłam koc na łóżko i usiadłam na nim. Dopadła mnie nuda, a nie chciało mi się wychodzić z pokoju. I tak nie miałam co robić. Tęskniłam za ludźmi. Spojrzałam przez okno. Rozciągał się tam piękny widok na parking i budynek , w którym odbywały się lekcje. Mój wzrok zatrzymał się jednak na tym pierwszym miejscu. Zauważyłam tam...
No nie, niemożliwe!
Szybko ubrałam kurtkę i wybiegłam na parking.
- Eric! - krzyknęłam.
Przytuliliśmy się. Nie widziałam go od roku, a byliśmy od siebie uzależnieni. Tylko SMS-y jakoś nas trzymały w duchu.
Stanęłam przed tatą. Jego też dawno nie widziałam.
Kiedy on się wreszcie ruszy?
- No weź - powiedziałam i przytuliłam go.
- To może pokażesz nam cały kampus? - zapytał.
- Cały... On jest ogromny! Mogę wam pokazać tylko internat i stajnię.
- Prowadź - odparł ojciec.
Ruszyłam w kierunku internatu, a chłopcy poszli za mną.
Pani Suz spojrzała na mnie pytająco.
- To jest mój tata i mój brat - wyjaśniłam. - Chciałam im pokazać mój pokój.
Uśmiechnęła się.
- W porządku. Dzień dobry.
Weszliśmy po schodach na drugie piętro.
- Tutaj - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
Obaj rozejrzeli się po pokoju.
- No, nawet udało ci się utrzymać porządek - powiedział tata.
Westchnęłam.
- Nooo... Dobra, może chodźmy do stajni - powiedziałam zniecierpliwiona.
Eric roześmiał się.
- Skuteczne wyjście z sytuacji - skomentował.
Objął mnie ramieniem. Wyszliśmy w milczeniu z internatu.
- Jak tam mama? - spytał nagle tata.
Wiedziałam, że kiedyś próbował do niej wrócić, ale teraz już stracił nadzieje. Nadal go jednak interesowała. Nie cierpiłam, kiedy zadawał takie pytania.
- Umm... Okay - odparłam. Nie chciałam, aby ta rozmowa potoczyła się w złym kierunku. Zawsze próbowałam ich jakoś pogodzić i zdecydowałam, że nadal będę się tego trzymać.
Tata pokiwał powoli głową.
- To znaczy?...
Przewróciłam oczami.
- O jeju, jeśli tak bardzo cię to interesuje, to z mamą wszystko w porządku. Nadal trenuje i nadal wygrywa - odparłam.
- Świetnie, ale mogłaś to normalnie powiedzieć.
- Wiesz, że nie mogłam!
- Przestańcie... - wtrącił się Eric.
Westchnęłam.
Znaleźliśmy się właśnie przed stajnią. Ku mojemu zdziwieniu, dochodziły stamtąd jakieś odgłosy. Pewnie stajenni działają, pomyślałam.
Kiedy jednak weszliśmy do środka, okazało się, że nie do końca jest tak jak myślałam.
Przy boksie Dreams of Silver, jednego z koni Akademii, stał jakiś wysoki brunet.
- O - wyrwało mi się. - Hej... Jesteś tu nowy?

Max? :P