Bardzo się stresowałam przyjazdem do Akademii. Mimo zapewnień Ricka że wszystko będzie dobrze, ręce trzęsły mi się na myśl przebywania w nowym, kompletnie mi nie znanym miejscu.
- To był bardzo zły pomysł, zawróćmy. - szepnęłam cicho, chowając głowę w materiale czarnego golfa. Kierowca, a raczej mój brat bo to on zaoferował się że mnie zawiezie, posłał mi znudzone spojrzenie.- Będzie dobrze, zaufaj mi. - uśmiechnął się lekko. Powtarzał mi to kolejny raz, lecz ja nadal czułam wewnętrzny niepokój.
- Ale jeśli ktoś mnie nie polubi!? Albo wyśmieje? - w mojej głowie pojawiały się coraz to gorsze scenariusze.
- Przesadzasz. Ciebie się nie da nie lubić. - zaśmiał się w odpowiedzi.
- Mówisz tak by mi nie było przykro. - wywróciłam oczami.
- Nie, mówię tak bo jestem twoim bratem i cię kocham. A skoro ja tak mówię, to tak jest. Naprawdę nie masz czym się martwić. - puścił mi oczko, na co lekko się uśmiechnęłam. Od zawsze wiedział jak poprawić mi humor, odrobinę sprawił że się uspokoiłam.
Sięgnęłam po kawę, którą kupiliśmy niedawno w Macu po czym wypiłam mały łyk. Wciąż była przyjemnie ciepła, jednak nie gorąca. Po jakiś trzech minutach minęliśmy bramę akademii i byliśmy już przy budynku.
- Gotowa? - uśmiechnął się Rick. Pokiwałam przecząco głową, zaciskając palce na plastikowym kubku. Zaśmiał się jedynie i oznajmił że zajmie się moją rejestracją i odprowadzi Fido do jej boksu, za to ja mogę się spokojnie rozejrzeć po czym wyszedł z auta. Westchnęłam głośno, założyłam kurtkę, narzuciłam szalik na szyję i wyszłam z samochodu. Sama akademia nie wyglądała jakoś strasznie, mogłabym wręcz stwierdzić że była prześliczna. Do tego wszechobecny śnieg, dodawał nie małego uroku. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, zaczęłam iść przed siebie z grubsza rejestrując otaczające mnie rzeczy. Minęłam róg jakiegoś budynku, gdy nagle z czymś, a raczej z kimś się zderzyłam. Nie przewidziałam upadku, dlatego wystarczył moment bym upadła na ziemię i rozlała kawę wprost na golf i szare jeansy.
- Super rozpoczęcie pierwszego dnia w akademii. - westchnęłam oceniając straty, jeansy nie wyglądały najgorzej, bluzka w sumie też jednak byłam okropnie wściekła. Wliczając w to jeszcze wyrzucone pieniądze w kawę i mnie całą w śniegu. Przeniosłam wzrok na sprawcę wypadku, okazał się nim niebrzydki, wysoki brunet, o brązowych oczach. Podniosłam się z ziemi, jednocześnie otrzepując się z śniegu. Nieznajomy przyglądał mi się w milczeniu, jakby z lekka się uśmiechając. Zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem.
- Miło by mi było gdybyś przeprosił. - zmusiłam się do krzywego uśmiechu.
Maxiu? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz