Brunet westchnął i pokiwał głową. Od razu się ożywiłam. Wreszcie będę miała znajomych w szkole.
- Jestem Peggy Collins, a ty?
- Maximilian Cavendish - odparł, po czym wyprowadził Silvera z boksu i wyszedł z nim ze stajni.
Aha, czyli kompletnie go nie obchodzę, tak? Mógł chociaż chwilę postać i pogadać.
- Wzięłaś ze sobą jakiegoś konia? - spytał nagle tata.
Zdezorientowana przeczesałam włosy i uśmiechnęłam się do niego.
- Tak, jedną z klaczy mamy. - odparłam i podeszłam do boksu mojej Pyśki, która z zaciekawieniem przyglądała się przybyszom. - To ona, Grande Montagne.
Eric pogłaskał ją po szyi. Grande położyła uszy i cofnęła się.
- Nie lubi obcych, więc radzę uważać - wyjaśniłam. - Właściwie gdybyś przyszedł tu beze mnie, to mógłbyś być pozbawiony palca.
Roześmialiśmy się.
- Bedziemy już jechać - powiedział tata.
- Krótko byliście - poskarżyłam się.
- Jestem umówiony, a tata mnie musi zawieźć - odparł Eric.
- Uuu, a z kim? - spytałam, uśmiechając się do niego szyderczo.
- Później pogadamy przez telefon, ok?
- Jasne, jasne. No to... cześć!
- Nie odprowadzisz nas do auta?
Przygryzłam wargę. Właściwie to chciałam, ale postanowiłam jakoś się zapoznać z nowym chłopakiem.
- Mam coś do zrobienia.
- W takim razie, do zobaczenia! - powiedział tata.
Pomachałam im.
Grande trąciła mnie pyskiem w bok. Poklepałam ją po szyi.
- Później pojeździmy, prawda?
Parsknęła zadowolona i spuściła łeb. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam ze stajni.
Chłopak wcześniej mi uciekł, ale wiedziałam, że tym razem mu się to nie uda. Pod warunkiem, że go odnajdę.
Po paru minutach znalazłam go wchodzącego na halę.
- Co ty taki małomówny? - zapytałam, przyspieszając kroku, aby się z nim zrównać.
Spojrzał na mnie i prychnął. Najwidoczniej nadal nie miał zamiaru ze mną gadać.
Czy mnie to coś obchodziło? Oczywiście, że nie.
- Ja, małomówny? Skarbie, jakbym chciał, mógłbym gadać cały czas. Mam jednak wrażenie, że tego nie chcesz - zakończył.
Dopiero teraz, kiedy przyjrzałam się jego twarzy, zauważyłam, że jest starszy ode mnie, a może nawet od Erica.
- Nie znasz mnie, skąd więc możesz wiedzieć, czego chcę?
- Z własnych doświadczeń - warknął.
- A co, jeśli jestem inna?
Przewrócił oczami, a ja uśmiechnęłam się. Uwielbiałam dręczyć ludzi swoimi pytaniami.
- Posłuchaj - powiedział zdenerwowany. - Czy mogę mieć trochę spokoju? Chciałem pojeździć.
Uniosłam brew. Chwilę wpatrywałam się w bruneta, po czym odeszłam.
Nie chciałam mu przeszkadzać w jeździe, a poza tym miałam się zająć Grande.
- Cześć, mała - powiedziałam, podchodząc do niej. Miałam gdzieś jej wielkość, która nijak się miała z tym, co powiedziałam.
Chciałam sobie dzisiaj wyjechać w teren, ale deszcz ze śniegiem nie był najlepszy do tego typu wycieczek. Z tej mieszanki powstało błoto, na którym Grande mogłaby się nieźle wypieprzyć.
W związku z tym odpadała też jazda na odkrytej ujeżdżalni, byłam skazana na halę.
Okej, więc jednak będę miała okazję mu przeszkadzać.
Szybko wyczyściłam i osiodłałam klacz, a następnie zaprowadziłam ją na halę.
Max kłusował właśnie na Silverze. Udawał, że mnie nie zauważył. Ja w tym czasie dociągnęłam popręg i wsiadłam na moją Księżniczkę.
Max? ÷)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz