Przeciągnęłam się w łóżku. Dopiero po chwili dotarła do mnie informacja gdzieś z mózgu, że dzisiaj sobota. Dzień dla mnie, kiedy mam trochę więcej czasu wolnego, kiedy sama mogę sobie zaplanować treningi i kiedy nie muszę iść na te zanudzające lekcje z panem Smith. Byłam w ASP dopiero od tygodnia, a już zdążyłam go dobrze poznać.
Chwila, właśnie! Dzisiaj mam tygodnicę bytu w Akademii.
W pokoju było strasznie zimno. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na kaloryfer. Przypomniałam sobie, że przecież dokręcałam go dzień wcześniej. Okazało się jednak, że coś się spsuło.
Byłam więc skazana na spędzenie poranka, chodząc owinięta kocem.
Poczułam, jak mój organizm domaga się kawy. Przewróciłam oczami i poszłam do kuchni zrobić sobie moccachino - mój ulubiony napój. Wybrałam szeroki, jasnoróżowy kubek. Podgrzałam mleko, zrobiłam kawę z mojego małego ekspresu i wsypałam odrobinę czekolady w proszku. Na górę dałam sobie bitą śmietanę i posypałam to wszystko kakao.
Wyglądało to tak cudownie, że zanim zaczęłam koić swój język, to zrobiłam zdjęcie i wysłałam do mojego brata, Erica. Następnie rzuciłam się na gorący napój. Usiadłam z kubkiem na łóżku i zaczęłam przeglądać internet. Nagle przyszedł do mnie MMS. Jak się okazało, Eric pił sobie właśnie herbatę, w samochodzie, z termosu. Hmm... Pod względem tego, co się pije rano, zawsze się kłóciliśmy. Zastanawiało mnie tylko, gdzie on jedzie o siódmej rano.
Po chwili stwierdziłam, że muszę też coś zjeść. Po dziesięciu minutach łażenia po pokoju wreszcie zdecydowałam się na jogurt "7 zbóż". Nie najlepsze śniadanie, ale nie miałam innego pomysłu. Wzięłam plastikowy kubeczek i łyżeczkę i ponownie usiadłam na łóżku. Wszystko robiłam na tym meblu, było to moje królestwo. Po zjedzeniu tego "ogromnego śniadania" umyłam zęby, a potem ubrałam szare dżinsy i czarny sweter. Odrzuciłam koc na łóżko i usiadłam na nim. Dopadła mnie nuda, a nie chciało mi się wychodzić z pokoju. I tak nie miałam co robić. Tęskniłam za ludźmi. Spojrzałam przez okno. Rozciągał się tam piękny widok na parking i budynek , w którym odbywały się lekcje. Mój wzrok zatrzymał się jednak na tym pierwszym miejscu. Zauważyłam tam...
No nie, niemożliwe!
Szybko ubrałam kurtkę i wybiegłam na parking.
- Eric! - krzyknęłam.
Przytuliliśmy się. Nie widziałam go od roku, a byliśmy od siebie uzależnieni. Tylko SMS-y jakoś nas trzymały w duchu.
Stanęłam przed tatą. Jego też dawno nie widziałam.
Kiedy on się wreszcie ruszy?
- No weź - powiedziałam i przytuliłam go.
- To może pokażesz nam cały kampus? - zapytał.
- Cały... On jest ogromny! Mogę wam pokazać tylko internat i stajnię.
- Prowadź - odparł ojciec.
Ruszyłam w kierunku internatu, a chłopcy poszli za mną.
Pani Suz spojrzała na mnie pytająco.
- To jest mój tata i mój brat - wyjaśniłam. - Chciałam im pokazać mój pokój.
Uśmiechnęła się.
- W porządku. Dzień dobry.
Weszliśmy po schodach na drugie piętro.
- Tutaj - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
Obaj rozejrzeli się po pokoju.
- No, nawet udało ci się utrzymać porządek - powiedział tata.
Westchnęłam.
- Nooo... Dobra, może chodźmy do stajni - powiedziałam zniecierpliwiona.
Eric roześmiał się.
- Skuteczne wyjście z sytuacji - skomentował.
Objął mnie ramieniem. Wyszliśmy w milczeniu z internatu.
- Jak tam mama? - spytał nagle tata.
Wiedziałam, że kiedyś próbował do niej wrócić, ale teraz już stracił nadzieje. Nadal go jednak interesowała. Nie cierpiłam, kiedy zadawał takie pytania.
- Umm... Okay - odparłam. Nie chciałam, aby ta rozmowa potoczyła się w złym kierunku. Zawsze próbowałam ich jakoś pogodzić i zdecydowałam, że nadal będę się tego trzymać.
Tata pokiwał powoli głową.
- To znaczy?...
Przewróciłam oczami.
- O jeju, jeśli tak bardzo cię to interesuje, to z mamą wszystko w porządku. Nadal trenuje i nadal wygrywa - odparłam.
- Świetnie, ale mogłaś to normalnie powiedzieć.
- Wiesz, że nie mogłam!
- Przestańcie... - wtrącił się Eric.
Westchnęłam.
Znaleźliśmy się właśnie przed stajnią. Ku mojemu zdziwieniu, dochodziły stamtąd jakieś odgłosy. Pewnie stajenni działają, pomyślałam.
Kiedy jednak weszliśmy do środka, okazało się, że nie do końca jest tak jak myślałam.
Przy boksie Dreams of Silver, jednego z koni Akademii, stał jakiś wysoki brunet.
- O - wyrwało mi się. - Hej... Jesteś tu nowy?
Max? :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz