sobota, 19 stycznia 2019

Od Peggy - Poniedziałek #2

No, to połowa dnia już za mną. Połowa, a czułam się, jakbym nie spała przez trzy dni. Naprawdę okropnie jest mieć indywidualne lekcje. Oczywiście, to w pewnym sensie zgodne z zasadami mojego życia, ale nie jestem przyzwyczajona do takiej pustki w klasie.
Po lekcjach zjadłam obiad, odpoczęłam trochę i musiałam znów iść na trening. Na szczęście w niektóre dni miałam tylko jedną jazdę z panią Thomson. Chociaż tyle.
- Idziesz na trening? - usłyszałam za sobą, wychodząc.
To pani Suz.
- Tak, a co? - odparłam.
Opiekunka uśmiechnęła się. 
- Nic, mam tylko dla ciebie informacje. Niedługo dołączą tu dwie nowe osoby.
- No wreszcie - powiedziałam i skierowałam się do stajni. 
Idąc, pomyślałam, że w sumie to pewnie stanę się popularna, bo jestem pierwszą uczennicą w ASP. To przecież taki wielki zaszczyt.
- Heeej - powiedziałam do klaczy i dałam jej marchewkę, którą wcześniej wyjęłam z lodówki. - Musimy znowu iść na trening. Masakra, no nie?
Pysia parsknęła i machnęła głową. Znowu to dziwne wrażenie: czy ona wszystko rozumie?
- Lecę po szczoty.
Zamknęłam boks i poszłam do siodlarni. Wzięłam swoją niebieską skrzynkę i wróciłam do klaczy.
Czyszczenie i siodłanie poszło mi bardzo łatwo i szybko. Zauważyłam, że z czasem Grande coraz bardziej mi ufa i lepiej ze mną współpracuje. Nie miała już problemu z podawaniem mi kopyt i nie próbowała mnie podskubywać, kiedy czyściłam ją po brzuchu - miała tam łaskotki.
- No to chodź - odparłam. Założyłam kask i zaprowadziłam ją na ujeżdżalnię.
Rozpoczęłyśmy rozgrzewkę. Zapowiadał się nam trening crossowy, więc musiałam porządnie rozgrzać klacz. Po spokojnym stępie i kłusie ruszyłam galopem i zaczęłam robić wolty. Następnie najechałam na cavaletti. Grandzia przejechała konstrukcję bez problemu. 
Dziesięć minut później w drzwiach ujrzałam instruktorkę z Wind'em. 
- Dzień dobry - powiedziałam od razu.
- Witaj. Gotowa na trening crossowy?
- Ja zawsze jestem gotowa na wszystko - odparłam.
- Hm, nie byłabym taka pewna - powiedziała pani Thomson i uśmiechnęła się. - Jedziemy.
Jeszcze nie widziałam toru crossowego Akademii, więc z ekscytacją wyjechałam z hali. Na szczęście dzisiaj było dosyć sucho, więc nie było żadnych problemów, typu ślizganie się. 
- Oto nasz tor crossowy. Przeszkody są zmieniane co tydzień, w sobotę rano, więc nigdy nie przyjeżdżaj tu przed dziesiątą.
Kiwnęłam głową i rozejrzałam się. Tor był naprawdę duży. Grande tupnęła kopytem zniecierpliwiona. 
Wyczuwałam w niej energię.
Trochę za dużo energii.
- Stań tutaj, na tym wolnym kawałku - powiedziała instruktorka, wskazując mi miejsce z boku. - Pokażę ci, jak przejechać ten tor, a następnie sama spróbujesz.
- Ok - odparłam i stanęłam z Grande na wyznaczonym miejscu.
Kiedy pani Thomson jechała, uważnie przyglądałam się, gdzie po kolei jedzie. Naliczyłam czternaście przeszkód. Nie było ich dużo, ale były trudne. Wiedziałam, że będę musiała uważać przy bankiecie, bo Grande nigdy nie lubiła na niego wskakiwać. Zauważyłam też dwa coffiny. 
- Teraz twoja kolej - usłyszałam nagle.
Pokiwałam głową i popędziłam klacz do galopu. Ruszyła prawie cwałem, więc musiałam zrobić dwie wolty. Klacz zwolniła.
Pojechałyśmy na pierwszą hydrę, którą Grande pokonała bez problemu. Kilka fouli dalej czekała na nas następna, która także wyszła nam bezbłędnie. Następną przeszkodą był oxer z dwóch kłód, które były ustawione dosyć daleko od siebie. Wiedziałam, że ta przeszkoda jest niebezpieczna, więc zachowałam większą ostrożność. Na szczęście nic nam się nie stało. Ruszyłyśmy nieco szybciej na szwed. Grande z każdą foulą wydawała z siebie ciche parsknięcie; uwielbiałam to. W odpowiednim momencie wybiła się w powietrze i przeskoczyła kłodę z rowem. Następny był jeden z coffin'ów. Miałam złe skojarzenia z tą przeszkodą, ponieważ kiedyś skakałam ją na kucyku, który wskoczył do rowu znajdującego się w środku i przewrócił się razem ze mną. Na szczęście tym razem nie wydarzyło się nic podobnego, Grande pięknie się wyciągnęła. Przed nami ukazał się bankiet. Przycisnęłam łydki do boków klaczy, ale niestety nic to nie dało. Tuż przed podwyższeniem zatrzymała się. Zrobiłam z nią dosyć dużą woltę i najechałam na przeszkodę jeszcze raz. Tym razem się udało.
- Super! - usłyszałam z drugiego końca ogromnego terenu. Uśmiechnęłam się i pokonałam resztę toru, już bez żadnych wyłamań.
Podjechałam do instruktorki.
- Jesteś świetna z crossu. Rano popisałaś się z ujeżdżenia, ale myliłam się, myśląc, że to twoja najlepsza strona. Teraz już wiem, że jest nią cross i podejrzewam, że również skoki.
Uśmiechnęłam się.
- Podoba mi się to, że dobrze wiesz, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć konia. A poza tym, Grande pięknie skacze - dodała pani Thomson.
- Pięknie, księżniczko - powiedziałam, głaszcząc klacz po szyi. - Dziękuję - dodałam, zwracając się do instruktorki.
- Teraz spróbuj pokonać ten tor od tyłu.
Przyjęłam wyzwanie i ponownie ruszyłam galopem. Z bankietu, na który trzeba było wcześniej wskoczyć, teraz musiałyśmy zeskoczyć. Z tym nie było żadnego problemu. Również reszta przeszkód poszła nam wręcz idealnie. 
- Jeszcze raz gratuluję, myślę że wkrótce czekają cię zawody z WKKW - powiedziała instruktorka.
- Chętnie - odparłam i uśmiechnęłam się.
Byłam dumna z siebie i klaczy. Jeszcze nigdy nie byłam z nią na zawodach, a tu nagle takie miłe zaskoczenie. Zaczęłam czuć, że coraz bardziej podoba mi się w tej szkole.
Ale co do tego, że dni są męczące, moje zdanie pozostaje takie samo, pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz